Za 5 razem dopiero.
Wszystko to moja wina.
1. W 34 minucie - STOP sobie przejechałem bez zatrzymania.
2. W 50 minucie - omijałem sobie rower na podwójnej ciągłej. Najechałem po prostu na linie, inny egzaminator by olał, a ten stary pryk mnie uwalił.
3. 30 Minuta - wymusiłem pierwszeństwo podczas włączania się do ruchu
4. Pomyliłem terminy egzaminów i mi przepadł.
5. Jeździłem dokładnie 35 minut. Miałem już totalnie w dupie czy zdam czy nie zdam. Wszedłem do samochodu na lajcie i cały egzamin gadałem sobie z egzaminatorem - starszy dziadek ale spoko. Zero błędów - zdane.
Co się najeździłem to moje, co kasy musiałem wybulić to WORD-u.
