Za 4 razem...Na początku przez stres oblewałam (2 razy na łuku). Za 3 razem zepsułam całkowicie manewr parkowania A za 4 jakimś cudem mi się udało zdać, choć raz ładnie najechałam na krawężnik
Za każdym razem inny egzaminator, ten ostatni się nie odzywał i to było fajne
1. W 34 minucie - STOP sobie przejechałem bez zatrzymania.
2. W 50 minucie - omijałem sobie rower na podwójnej ciągłej. Najechałem po prostu na linie, inny egzaminator by olał, a ten stary pryk mnie uwalił.
3. 30 Minuta - wymusiłem pierwszeństwo podczas włączania się do ruchu
4. Pomyliłem terminy egzaminów i mi przepadł.
5. Jeździłem dokładnie 35 minut. Miałem już totalnie w dupie czy zdam czy nie zdam. Wszedłem do samochodu na lajcie i cały egzamin gadałem sobie z egzaminatorem - starszy dziadek ale spoko. Zero błędów - zdane.
Co się najeździłem to moje, co kasy musiałem wybulić to WORD-u.
Ja teorie zdałem za 2 razem. Pierwszy raz jak poszedłem to brakło mi jednego punktu. A potem 71. Praktyke za pierwszym, elegancko. Może to dlatego, że jestem z okolic Kielc,a to małe miasto jest. ;x
Ja za drugim razem. Za pierwszym miałem wszystko opłacone - teorie i praktykę ale nie zdałem teorii. Za drugim razem wszystko poszło ok. Najlepsze było to że jak miałem praktykę to większość czasu spędziłem w korkach
za 3
1 raz oblałem bo wedlug egzaminatora zatrzymałem się zbyt blisko lini...
2 raz oblałem za to że wycofując z parkingu nie zauważyłem bmw ehh stres robił swoje
za 3 razem zdalem, podszedłem do tego totalnie na luzie jechałem totalnie na pałe i poszlo !
Mi się udało za pierwszym, ale żeby nie było zbyt fajnie to powiem, że zawdzięczam to tylko egzaminatorowi który był w miarę wyrozumiały na małe błędy ( nie zauważenie, że mam warunkowe światło)