Mistrzowie Polski po porażce na własnym boisku z Buducnostą Podgorica 0:1 w poprzednim spotkaniu kwalifikacji Ligi Mistrzów zapowiadali lepszą grę i przede wszystkim lepszy wynik w starciu z mistrzem Szwecji. Zapowiedzi Oresta Lenczyka i jego piłkarzy na niewiele się zdały, Śląsk praktycznie może zapomnieć o grze w Lidze Mistrzów w tym sezonie.
Pierwsza odsłona spotkania była wyrównana, ale groźniejsze okazje stwarzali piłkarze gości. Wreszcie w 36. minucie Śląsk dał się zaskoczyć rywalom. Wszystko zaczęło się od złego wyprowadzenia piłki przez Pawelca. Futbolówkę przejął Gashi, który chwilę dryblował w narożniku pola karnego a potem płasko podał przed bramkę. Tam tor lotu piłki przeciął najlepszy strzelec rywali Islandczyk Finnbogason i piłka odbijając się jeszcze od słupka wpadła do bramki Kelemena.
Po głupio straconej bramce i błędzie w asekuracji Polacy starali się zaatakować, nic jednak z ofensywy Śląska nie wyszło. Bramkę mogli za to zdobyć goście, jednak w 44. minucie Gashi faulował Kelemena i zagrożenie przerwał gwizdek sędziego. Do przerwy było zatem 0:1.
Po zmianie stron gospodarze nacierali, ale nie potrafili przyprzeć rywala do jego pola karnego. Ataki Śląska były nieskładne, chaotyczne i pełne niedokładności. Gdy już piłka znalazła się w polu karnym jak w 62. minucie, akcja kończyła się niecelnym strzałem - w tym przypadku Elsnera.
Wreszcie goście doszli do głosu, skontrowali i... zdobyli gola. W 72. minucie Andersson dostał podanie tuż przed polem karnym, przy szokująco biernej postawie defensywy Śląska Szwed złamał akcję do środka, przymierzył i przepięknie strzelił w samo okienko bramki Kelemena, który tylko bezradnie obejrzał się za futbolówką. Znów druga linia Śląska stała zbyt daleko od defensywy, która zagrała fatalnie. Marzenia o awansie legły w gruzach.
Tym bardziej, że fatalnie grających mistrzów Polski pognębił jeszcze Nordmark, który w 85. minucie dostał podanie na środek pola karnego od Finnbogasona, bez trudu przejął piłkę i strzelił obok bezradnego Kelemena. To co wyprawiali obrońcy Śląska przy tym golu zasługuje na miano łyżwiarstwa figurowego a nie piłki nożnej. Czarę goryczy dopełniła czerwona kartka jednego z "bohaterów" spotkania, Roka Elsnera, który zobaczył w 90. minucie drugą żółtą kartkę i osłabił zespół przed rewanżem.
Wynik nie uległ już zmianie, Szwedzi wywieźli z Wrocławia pokaźną zaliczkę, z którą za tydzień na swoim boisku spokojnie awansują do IV rundy kwalifikacji Champions League. Śląsk czeka zapewne walka o Ligę Europy.
Śląsk Wrocław - Helsinborgs IF 0:3 (0:1)
Bramka: Kjartan Finnbogason (36), Christoffer Andersson (72), Daniel Nordmark (85)
Sędziował: Ivan Bebek (Chorwacja).
Porażka, porażka... Dawno już nie mieliśmy tak słabego mistrza. Myślę czy w tym sezonie Śląsk nie będzie walczył o utrzymanie w Ekstraklasie.