Cytat:Nie musisz oglądać telewizji, słuchać radia, przeglądać FB, czy przychodzić punktualnie do kina (bo pierwsze 20 minut to reklamy !;d). Nie uciekniesz od bilboardów - ale one są dalej w "rzeczywistym świecie" i mają zdecydowanie mniejszą skuteczność w kreowaniu potrzeb.
Niby nie muszę... ale przecież zdajesz sobie sprawę że to dorobek ludzkości i nikt nie powinien nawet tak myśleć że skoro ktoś wykorzystuje jakiś wynalazek źle to powinienem z niego zrezygnować... skoro auta, czy noże ludzi (a raczej ludzie mogą wykorzystywać auta do tego) mogą zabijać to tym bardziej powinienem z nich zrezygnować? No właśnie ta cienka linia. Niby wybór mamy ale jakim prawem ktoś nam go w ogóle stawia? To co nachalne, itd powinno być dodatkiem jak kiedyś a nie standardem a jak się nie podoba to wypad... smutne że w ogóle piszesz takie rzeczy. Nie tędy droga.
Też reklamuję i działam w sieci ale zdaję sobie sprawę że jestem trybikiem przez ten czas tej machiny. Czy zmienia fakt cokolwiek że nie jestem korporacją a tylko jej mrówką? Nie wiele. No ale w stosunku do siebie mogę przynajmniej mieć kontrolę i nie bombardować ludzi tylko zamieszczać ogłoszenia i jak chcą to przyjdą je zobaczyć. Niestety wielu postępuje jak żołnierz korpo - zaje...ć reklamą

Wszędzie spam, reklama, nachalność itd. Choć trochę ograniczenia swoich poczynań i było by więcej oddechu.
Reklamy można nie oglądać... poczytaj psychologiczne pisma, książki itd. czy dzieci. młodzież jest taka świadoma i czy ma taką zdolność skoro od dzidzi ma do wybory barbi albo bubel, lego albo bubel itd. programowanie podświadomości to potężne narzędzie. Nie nie snuję tu spisków - ale to nie oznacza ze to nie jest szkodliwe. Siedzę w społecznych zachowaniach od wielu lat i syndromy jakie wynikają z natłoku reklam itd dla przeciętnego ludzia są nie do ogarnięcia. Mało kto sobie zdaje jakie są szkodliwe.
Wybór ma każdy ale nie każdy ma świadomość zagrożeń to raz, nie każdy jest tak samo świadomy czy inteligentny, poza tym jak pisałem nie po to cywilizacja powstała by szkodzić czy tworzyć korporacjom narzędzie do dojenia bydła tylko (przynajmniej tak powinno być

) do ułatwienia i uprzyjemnienia tego życia nie uważasz? Nie używaj więc argumentu że wszystko można sobie samemu wyłączyć. Do kina ok mogę wejść później ale nie wszędzie się tak da.
Nie idąc z myślą reklam stajesz się dziwakiem, jesteś separowany czasami nawet w mikrośrodowiskach itd. W szkole dzieci biedniejsze które nie mają adasi itd. wiesz o co mi chodzi. Ludzie są "lepsi" dla społeczności i dla systemu jeśli postępują/żyją wg systemu (a więc i reklam). To chore.
Co do ludzi to wiem ze się nie zmienią nagle i wszyscy. Nie wykluczam tego bo zauważalne są pewne efekty pewnych zdarzeń ale to długa bajka. Pewne kręgi ludzi stają się świadome itd. Może kiedyś będzie ich więcej niż lemingów i trochę świat się zmieni a człowiek będzie znów ceniony nie za to w co się ubrał, czym jeździ, co lubi oglądać, gdzie się bawi, tylko za to jaki jest, jak się zachowuje, jak traktuje innych

Co do narzekania... nie wiem po co używasz tego słowa? Czy ktoś tu narzeka? Trwa dyskusja. Ja czy ktoś inny ma unikać negatywnych skojarzeń czy faktów w celu wymiany spostrzeżeń bo to nic nie daje? Może da komuś kto tego nie zauważa i przeczyta. Poza tym też mógłbym Ci napisać - jak nie pasuje Ci narzekanie to omijaj te zdania

Rozumiesz schemat?

"Nie podoba się w Polsce to wypier..." Ilu to słyszało? To to samo ale większego kalibru niż "nie oglądaj tv jak reklama Ci przeszkadza bo jej za dużo i nawet w serialu ją masz". Nie tędy droga. Nie narzekania się czepić trzeba tylko takiego podejścia że jak nie pasuje to zrezygnuj - powinno się dążyć do jakiejś równowagi a chyba przyznasz że ona została już dawno zachwiana... no chyba że uważasz inaczej to nie ma sensu się przekonywać wzajemnie
Moje propozycje? A co ja mogę... wymienić się spostrzeżeniami które jak widzisz są odbierane na opak - jako narzekanie. Parę sposobów na pewne małe rzeczy podałem ale mało kto zauważa. Złotej recepty nie ma na BUM. To długi proces który się już zaczął a efekty będą widoczne za co najmniej parę lat. Nie szukaj rozwiązań czy propozycji - zakazy czy nakazy nie dadzą nic. Wzbudzą tylko blokady. Można tylko właśnie rozmawiać, wymieniać spostrzeżenia. Można jak ktoś chce mu coś uświadomić. Ludzie muszą się zmienić w pewnych aspektach jak nie chcą się stać całkowicie zależni od systemu itd. Wielu już to rozumie że opieranie życia na dążeniu do zdobywania kasy, na staraniu się dostosowywać do innych by nie być odrzucanym niezależnie jacy oni by nie byli nie prowadzi do szczęścia czy wolności. Można sobie kupić wiele, mieć i cieszyć się z tego ale to tylko chwilowe zabawki. Prędzej czy później dochodzi się do wniosku że mimo posiadania czegoś brakuje. Warto mieć to czy tamto bo jest łatwiej czy przyjemniej ale gdy ktoś przekracza granicę za bardzo to zdobywa więcej rzeczy ale jego życie staje się sztuczne/puste czy jak to nazwać. Ludzie dążą do wygód a nie do szczęścia myląc wygodę itd. ze szczęściem. No ale zmuszać kogoś do zmiany czegokolwiek nie jest rozsądne. Można tylko uwidaczniać pewne rzeczy. Każdy ma swój rozum i sam powinien spijać śmietankę ale i goryczkę.
p.s. Kiedyś dobry psycholog pokazał mi fajny art mówiący o tego typu sprawach. Co z tego ze gospodarka danego kraju się szybciej rozwija, a innego nie tak szybko. Często wraz ze wzrostem rośnie ilość ludzi bogatych ale i żyjących w skrajnej nędzy. Bogactwo materialne kraju czy pewnej grupy ludzi w kraju nie jest wyznacznikiem odczucia szczęścia całego społeczeństwa. Możesz być egoistą na przykład i mieć gdzieś innych ok, ludzie są różni ale rząd danego kraju przynajmniej w teorii powinien dążyć do równowagi w społecznościach, do równomierności jak chodzi o dobrobyt ale i szczęście. Badania które widziałem były jednoznaczne - poziom badanych krajów w sprawie "bogactwa" nie pokrywał się z badanym "odczuciem spełnienia i szczęścia w społeczeństwach" danych krajów. Równowaga. Zarówno ludzie, rządy, korporacje itd. zapomniały chyba o tym. Wiadomo badania choćby najbardziej inteligentni je robili nie są 100% miarodajne ale dają dużo do myślenia.