Matura z matmy to tak straszne gówno, że średnio rozgarnięty gimnazjalista to zda XD jak się nie opierdalało 12 lat szkoły i choćby samemu zrobiło co roku 20% zadań domowych z matmy, to matura na 60-70% to pikuś.
Przepis na zdanie matury z matmy na 70% w 7 krokach
1. Nie być leniem mówiącym, że matma nie przyda mu się potem w życiu, to zwyczajne przegrywy.
2. Ogarnąć kartę wzorów dobrze (naprawdę ponad połowa zadań ma rozwiązanie w karcie wzorów), jak czegoś nie umiesz na maturze szukasz w karcie, którą znasz jak własna kieszeń (bo przecież ja przejrzałeś przed maturą, a nie jak debil nawet nie wiesz co w niej jest i potem szukasz nie wiadomo czego), oszczędzając tym samym dużo czasu.
3. Nauczyć się operacji na ułamkach (dodawanie, dzielenie, potęgowanie/pierwiastkowanie, odejmowanie, wspólny mianownik, mnożenie)
4. potęgowanie/pierwiastkowanie (pierwiastków/potęg, dzielenie/mnożenie, dodawanie/odejmowania,potęgi/pierwiastki ujemne, potęgi/pierwiastki w formie ułamka, wyrażenia o tej samej podstawie, wyrażenia o tym samym wykładniku)
5. dzielenie/mnożenie (z reszty, bez reszty, tworzenie okresów(dzielenie), zamiana działań na postać ułamków)
6. logarytmy (w karcie wzorów jest 200% tego co potrzebne na maturę)
7. całkowite minimum z funkcji

(dziedzina i zbiór wartości, rysowanie wykresów, przesuwanie ich, liczenie miejsc zerowych)
Ot wszytko, nawet nie trzeba umieć zadań robić

Nie mówię o statystyce i trygonometrii i geometrii, bo to nawet nie jest potrzebne, by zdać rozszerzoną maturę dobrze

uczyłem się osobiście do matury z matmy całe 0 minut. Karta wzorów pozwala nie wziąć ze sobą nawet mózgu na maturę
