Sprawdź:
Witam, pisze ten temat zeby odrobine sie odstresowac oraz ostrzec nad warunkami panujacymi aktualnie na drodze, a przekonanie o tym ze dasz sobie w takich warunkach rade nie zawsze jest prawda.
Ostatnio podczas jazdy wpadlem w poslizg na gololedzi przy zakrecie, co skoczylo sie kozlem, dachowaniem i zaliczeniem rowu ktory mial 3m glebokosci. Jakims cudem wszyscy uszlismy z zyciem, wszyscy mieli zapiete pasy i jechalem z predkoscia 40 km/h dzieki czemu nie bylo tak wielkiej sily uderzenia, ale wiadomo row 3m zrobil swoje(nie wiem jak mozna kopac takie rowy przy drodze). Jechalem ja i 3 znajomych, dla tych co siedzieli po prawej stronie, czyli pasazer i osoba ktora za nia siedziala nic sie nie stalo. Uderzylismy najpierw lewa strona samochodu , co oczywiscie skonczylo sie dla kierowcy(mnie) i osoby siedzacej za mna(Kolezanki - jest nieletnia) juz srednio. Obojowe najpierw glowa rozwalilismy szybe od drzwi, reszta to juz obrazenia od latajacego samochodu(lewy bok, nastepnie dach i powrot na kola) i uderzenia w tym rowie. Ja do szpitala nie trafilem, obolala szyja, troche glowa rozwalona od tej szyby i ogolnie nic strasznego mi sie nie stalo. Jednak kolazanka ktora siedziala za mna dostala urazu kregoslupa i jest obecnie w szpitalu. Wiadomo ze jak cos sie jej stalo powaznego to dla mnie milo to sie nie skonczy. Jestem teraz w takim stresie ze nie wiem co mam ze soba robic, juz nie mowiac ze to nowe auto i jest jeszcze wszystko na starego wlasciciela(komendanta policji)... Jutro mam nadzieje ze jak pojade do szpitala to okaze sie ze to tylko jakies stluczenie i wszystko zakonczy sie mandatem 500 zl i 6 pkt karnymi... Do tego samochod juz polecial na zlom bo nie bylo co z niego zbierac.Oczywiscie wszystkie papiery,oplaty i prawo jazdy posiadalem, nie mowiac juz o tym ze bylem w 100% trzezwy.
Wedlug policji nawet doswiadczony kierowca mogl sobie nie poradzic w takim momencie, ale boli mnie tez fakt ze przez nasze panstwo nie zostalem w zaden sposob przygotowany do takiej sytuacji(nawet wiedza teoretyczna) zeby nawet zmiejszyc skutki takiego wypadku( w tym momencie nazywany kolizją). Oczywiscie to byla w 100% moja wina, poniewaz to ja nie bylem na tyle mądry zeby nie jechac w taka pogode....
Mowia ze trzeba uczyc sie na bledach, wedlug mnie to glupota poniewaz przeze mnie ucierpiala niewinna osoba, co bylo wynikiem mojej lekkomyslnosci.