Więc kiedyś ja, dwie moje koleżanki i kumpel kiedyś mieliśmy takie zabawy że lubiliśmy chodzić po strychach w wieżowcach i niekiedy
wchodzić na dachy wieżowców, wchodziliśmy tak bezinteresownie, pewnego razu postanowiliśmy wejść na pewien wieżowiec,
wybraliśmy jeden z bloków, więc powoli kierujemy się w stronę strychu, zauważyliśmy rozbitą szybę przez którą można było wejść na dach
wieżowca, nagle nasz wzrok przykuła dziewczyna która sama sobie leżała na dachu i miała około 18-20 lat może mniej, gdy wszyscy weszliśmy już na ten dach, ta dziewczyna, szybko do nas wstała i zaczęła wypytywać nas o nasze imiona co było troszkę dziwne, normalnie się przedstawiła jednak nie pamiętam jak miała na imię.
Również się jej przedstawiliśmy, była ubrana w taką jakby cienką sukienkę, nagle poszliśmy troszkę dalej od wejścia na strych, ta dziewczyna
kierowała się razem z nami, być może coś mówiła ale tego również nie pamiętam, nagle stanęliśmy sobie, a ta dziewczyna podeszła do końca bloku,
złapała się piorunochronu i stanęła na takim niewielkim podeście przy skraju tego wieżowca, wyglądało to tak jakby tańczyła na rurze,niczego się nie bała i tak jakby chciała skoczyć, my troszkę spanikowaliśmy i coś zaczęła do nas mówić. Po pewnej chwili zauważyliśmy że kilka starszych kolesi wchodziło na strych pić jakiś alkohol bo na dachu była jakaś miejscówka na której była wersalka i tam odbywały się libacje. Zaczęli nam mówić żebyśmy uciekali stąd więc powoli się kierowaliśmy w stronę wyjścia, nagle jakoś odwróciliśmy się jeszcze i zauważyliśmy że tej dziewczyny już nie było. Tak jakby się rozpłynęła. Po jakimś czasie do mnie doszło że to mógł być duch jakiejś dziewczyny, ale ona wyglądała jak normalna dziewczyna, nawet podawała nam rękę, chcę powiedzieć że wszystkie wejścia na dach były okratowane i było tylko jedno wejście przez rozbitą szybę, jeszcze się wtedy pokaleczyłem nieźle
