Ja ostatnio miałem wiele przeżyć z buzią ;P Ale to raczej pod ortodoncje podchodzi ;p Ale opowiem krótko:
Mam jeszcze jakieś mleczne zęby, których niby już w wieku 18 lat nie powinienem mieć. Niby w tym problemu nie ma ale jeden ząb stały jest nadal na górze i on nie zamierza zejść... A więc poszedłem do ortodontki, ona dała mi aparat i miała poprzez ruszanie korzeniami zębów poruszyć tamtego który nie chce zejść i żeby naturalnie dał radę zejść. Ale niestety po 1,5r nic... zero zmian. A więc było postanowione... Będę miał operację.
(Dzień zabiegu nr1) Pierwsza operacja przebiegła trochę boleśnie - 5 ukłuć ze znieczuleniami, skalpelem przecięte podniebienie i dostanie się do zęba ktory jest CENTYMETR nad innymi zębami (górna szczęka). Na ząb już jak się do niego dostali został nałożony klej i przyklejony zaczep. Zaczep z drutem - drut przyczepiony do normalnego aparatu stałego czyli wychodził z tej rany na zewnątrz. Poprzez ciągnięcie tego druta ząb miał być sprowadzany na poprawne miejsce. NIESTETY ! Zaczep się odkleił. Zauważyliśmy to dopiero po 3 miesiącach i pomyślcie sobie - zaczep latał po tkankach miękkich aż się zaczepił między innymi zębami...
Ortodontka znowu powiedziała, że jest potrzebna operacja ! Taka sama tylko, że jeszcze wyciągnięcie tamtego zaczepu i założenie nowego. OK ! Przygotowałem się mentalnie.
(Dzień zabiegu nr 2 jakieś 4 miesiące później) Zabieg został zrobiony na NFZ w szpitalu w Łodzi. Oczywiście bałem się bardziej niż wcześniej, bo w szpitalu jest to "Masówka", a wcześniej miałem robione prywatnie - oczywiście hajsu wybulone w chuuj. No ale przeżyłem. W szpitalu mieli mi tylko zrobić dostęp do zęba, a ortodontka w innej placówce miała przykleić znowu ten zaczep. No i pojechaliśmy do ortodontki po zabiegu. Jeszcze trwało znieczulenie ale już powoli przestawało

W poczeklani u ortodontki czekała jakaś młoda dziewczyna +- 20 lat. ORTODONTKA WIDZĄC MNIE PO KRWAWYM ZABIEGU NIE WPUŚCIŁA MNIE, TYLKO KAZAŁA CZEKAĆ ! Czekałem godzinę prawię i znieczulenie już minęło. Rzucało mną po prostu o ściany z bólu...
Gdy mnie przyjęła zaczęła boleśnie, bez znieczulenia przyklejać ten zaczep. Oczywiście coś musiało pójść nie tak. NIE UDAŁO JEJ SIĘ PRZYKLEIĆ ZACZEPU, BO ZA DUŻO BYŁO KRWI ZALEWAJĄCEJ ZĘBA ! Gdyby mnie wpuściła wcześniej, przed tamtą pacjentką to znieczulenie i zasklepienie rany temperaturą poprzez chirurga by działało i nie było by krwi !
Dzwoniliśmy do ortodontów żeby mi to jakoś zrobili no i nikt się nie podjął. To było oczywiste.
Wyobraźcie sobie, że miałem w buzi dziurę wielkości zęba (7) na podniebieniu i nie mogłem nic jeść, bo jedzenie tam wpadało. Z tej dziury caly czas wypływała krew itd. Rano następnego dnia, budzę się i nie mogę uwierzyć. Rana się wypełniła dzikim mięsem takim... Dziury nie było. Rodzice powiedzieli mi, że trzeba będzie powtórzyć operację ale tym razem moja ortodontka będzie przy chirurgu i zrobi robotę odrazu po nim. Byłem wycieńczony, bo stres, ból i wkurzenie... Tak, płakałem.
(Dzień zabiegu nr 3, ze dwa dni po poprzednim zabiegu) W szkole nie było mnie już od 3 dni... Pojechałem z rodzicami do szpitala na zabieg. Znowu dostałem znieczulenia, przypalali po coś w buzi itd. Wszystko jednak poszło dobrze ! Udało się i miałem przyklejony zaczep.
Dzisiaj jest równo tydzień po zabiegu. Już mogę normalnie jeść, lecz nie mogę pić gorącego, bo trochę boli. Szwów mam w buzi pełno... Rana jeszcze nie jest w pełni zagojona ale czuć różnicę każdego dnia.
Polecam każdemu sprawdzić ortodontę i wybrać rozważnie, bo niestety ale ja nie miałem szczęścia...
Gdyby nie moi rodzice, którzy byli ze mną na każdym zabiegu, nie dałbym rady psychicznie. KOCHAM ICH !
Ciekawe czy ktoś to przeczyta całe ale to pierwszy raz gdy opisuję tą historię, a i tak nie oddałem 60% emocji...
Nie bójcie się borowania, bo to nawet jest miłe. Wszystko zależy od punktu patrzenia.