Mojej mamie, będąc na zakupach jeszcze na dawnym Stadionie Dziesięciolecia ( to były czasy, można było wtedy kupić tanio klapki Kubota

) przytrafiła się przygoda, z takimi właśnie kieszonkowcami, z tym że oni działali raczej na zasadzie, sztuczny tłok, ale zamiast wyjmować, to przedziurawiali torebki. Oczywiście nikt nie widział samego zdarzenia, ale później gdy mama zorientowała się, że ma dziurę w torebce, równo rozciętą, a w środku również rozcięte jabłko na pół

Szczęście w nieszczęściu, bo nic nie skradziono, ale torebka do wywalenia.
Jednak owoce nie tylko są zdrowe, ale także przydatne
