Oj tu sami specjaliści widzie...
Słuchaj szamana, co do jednego się zgodzę - bez znajomości będzie ciężko, ale nic nie jest niemożliwe.
Szwagier nie prowadzi komisu, ale ściąga bite samochody z Belgii. Albo posiadają one lekkie usterki typu wgniecione tyły albo stłuczenia z przodu, które nie uszkodziły podzespołów silnika i pochodnych. Każde auto pali. Dlaczego takie? Bo tylko na tych idzie zarobić. Niemcy oraz Belgowie lekko uszkodzone wozy wyrzucają, albo puszczają za grosze. Samochody sprawne cenią i nie są skorzy do negocjacji.
Auta wystawia na sprzedaż w takim stanie jak kupił. Jeśli auto nie sprzeda się w ciągu 2 miesięcy, prowadzi je do znajomego mechanika, który robi na glanc i sprzedaję jako "nie bite". Oczywiście zysk mniejszy, ale to jednak zysk.
Koszt sprowadzenia jednego samochodu do Polski, kosztuje go 1000 zł. Biorąc 3 samochody, również płaci 1000 zł. Wozi mu je oczywiście zaznajomiony polaczek.
Samochody te nie są brane z komisów, ale tylko i wyłącznie od prywatnych osób. Oferty znajduje mu oczywiście zaznajomiony polaczek mieszkający w Belgii...
Po odliczeniu kosztów samochodu oraz pośrednictwa standardowy oraz ewentualnych napraw - zysk wynosi od 1000 zł do 5000 zł na jednym samochodzie. Kosztem może być również cofnięcie licznika w zależności od modelu jest to od 300 zł do 1500 zł. Wszystko robione jeszcze zanim granicę przekroczysz
Oczywiście, nie masz co sprowadzać modeli starych, poniżej 2000 roku, ponieważ na tym nie zarobisz. Minimum to samochody kosztujące w Polsce około 20 tysięcy złotych.
Osobiście postanowiłem zainwestować w biznes i przy pomocy szwagra sprowadziłem lekko bitą audi a6. Kosztowała mnie 27 000 zł + 1500 zł naprawa tyłu. Poszła za 34 000 zł w ciągu niespełna 2 tygodni.
Rynek może i jest nasycony, ale to tylko i wyłącznie wytłumaczenie osób, które nie potrafią nic sprzedać. Trzeba umieć się wyróżnić.
W tym biznesie oczywiście potrzeba znajomości, bo tylko to pozwoli ci ściągnąć fajny samochód za małe pieniążki. Osoby, które prowadzą komisy, same jeżdżą lawetami po fury, ale biorą oni ze sobą od 150 tysięcy złotych na samochody wzwyż i odwiedzają zaznajomione miejsca.