Kilka dni temu rząd wpadł na pomysł, aby przyznać sobie podwyżkę, i to bardzo dużą. Sejm przyjął w piątek zmiany w prawie podwyższające wynagrodzenia dla samorządowców, parlamentarzystów i osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie. Za przyjęciem nowelizacji głosowało 386 posłów, przeciw było 33, a 15 wstrzymało się od głosu. Jeśli ustawa przejdzie przez senat, to tak będą wyglądały nowe wypłaty dla poszczególnych polityków:
Senat ma się zająć ustawą podwyżki dzisiaj/jutro.
Wokół tej ustawy zrobił się duży szum, społeczeństwo odebrało to bardzo negatywnie, że politycy zajmują się czymś takim akurat teraz, podczas pandemii koronawirusa i związanej z nią kryzysu gospodarczego, gdzie mnóstwo ludzi straciło pracę.
Druga sprawa, to jak widać w głosowaniu, opozycja, głównie PO, które nienawidzi i brzydzi się PISem, również było za przyjęciem ustawy, i to w zdecydowanej większości głosów. I nagle po głosowaniu zaczęli przepraszać ludzi, że jednak się nie zgadzają na podwyżki (ale wynik głosowania oczywiście zostaje), normalnie śmiech na sali, dobre cwaniaki.
Infolink:
klik!
Moim zdaniem: rozumiem znaczące podwyżki dla najważniejszych osób zarządzających państwem - dla prezydenta, premiera, no i może jeszcze dla ministrów, nie powinni "dziadować" na tle zarobków ich odpowiedników w innych państwach, ale pozostali powinni dostać podwyżkę max kilkanaście % (a najlepiej wcale), czyli tyle ile dał rząd zwykłym ludziom do minimalnej.
A wypłata dla Agatki, i to jeszcze tak wysoka, na poziomie ministra, mimo iż nie jest osobą zajmującą żadnego kierowniczego stanowiska państwowego i nie ma żadnych oficjalnych zadań i obowiązków, to jest chyba jakaś kpina.