U mnie jakaś bieda straszna w ostatnich dniach.
Piniendzy ni ma, a dzieci jeść wołają
A tak na poważnie, to wystartowałem z promowaniem nowej niszy, wszystko pięknie cacy, w założeniach miała lepiej ,,żreć'' niż poprzednia, a tutaj mizeria taka, aż serce kłuje.
Jezu, jak to od razu przekłada się na spadek motywacji, już widzę swoją śmierć głodową i niepopłacone rachunki.
Praca na subach, to ciężki kawałek chleba. Tutaj nie ma sztywnej pajdy co miesiąc. Trzeba kombinować.
Pocieszcie, bądźcie koledzy
