W sumie my z małżonką zaczęliśmy od prowadzenia własnego sklepiku osiedlowego, jeszcze za czasów nim żabkopodobne firmy zaczęły wykurzać drobne sklepy. Mimo ciężkich początków zaskarbiliśmy sobie sympatię i zaufanie sporego grona klientów. Teraz myślę, że to ten dobry czas uratował naszą działalność przed upadłością. Sklepik mamy na osiedlu, można powiedzieć, że już na peryferiach miasta, a do najbliższego centrum handlowego jest spory hektar i ludziom się nie chce po drobne zakupy tam jeździć. Na "naszym terenie" próbowało się zainstalować odido, ale z marnym skutkiem.

Teraz dodatkowo dorabiam sobie na małej gastronomii we franczyzie z Chilli Mili, ale to ze względu na to, że ukończyłem szkołę gastronomiczną i zawsze chciałem wbić się w tą branżę. Współpraca z marką przy inwestycji około 45 patyków nieco mi to ułatwiła, na zysk wypływa przede wszystkim jakość jedzenia, lokalizacja i ceny. Jeżeli bawić się w inwestowanie w małą gastronomię z kebabem czy coś w ten deseń, to najlepiej wypatrywać wolnego lokalu koło szkół typu gimnazja, średnia...no strzałem w dziesiątkę będzie pomieszczenie blisko uczelni, ale o taką miejscówkę jest dość ciężko. No i do kucharzenia już trzeba mieć pewne predyspozycje i zamiłowanie, w końcu karmi się ludzi.
