Od jakichś dwóch miesięcy nie piję, jedynie delikatnie whisky/rum. Człowiek pod wpływem się zmienia i to bardzo... Z każdą kolejną imprezą jestem coraz bardziej dumny z siebie, że da się bawić b. dobrze bez alko
No i oczywiście kondycja na długich dystansach również się pogarsza.
Druga sprawa to komfort. Każdego poranka możesz jechać samochodem bez pełnych majtasów, że trafisz na kontrolę trzeźwości
Ogólnie to ciężko wytłumaczyć towarzystwu, że się nie pije. Od razu z tekstami "czy coś podpisałeś?" itp.
Nawiasem mówiąc to jakiś temat AA?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-12-2015, 02:59 przez Scoobyx.)
Nie piję bo skutki uboczne picia trwają dłużej niż pozytywy.
Kiedyś lubiłem wypić i to sporo ale też miałem niebotycznie lepsze zdrowie.
Jeżeli już miałbym się skusić na coś w małej ilości to whisky albo dobre wytrawne czerwone wino.
Kiedyś byłem sportowcem, siłownia(ze szczura 50kg, do szczura 69kg w pół roku)+piłka nożna.
Ale pojawiły się wakacje, więc zacząłem ładować jak głupi.
Dziabać mogę dużo, naprawdę dużo, nigdy nie zgonuje/wymiotuje.