Sprawdź:
Hej wszystkim,
mam taki delikatny mętlik w głowie, odnośnie ostatniego zlecenia jakie miałem.. 'manager' do obsługi aukcji online na ich platformie oraz na Allegro.
Początek wyglądał tak, że platforma w ogóle do niczego się nie nadawała, zwykła kopia Allegro sprzed 10 lat. Dodatkowo mnóstwo błędów, przeklikałem ją jak się tylko dało. Ale właściciele koniecznie się uparli, że to ma być skończone, bo zapłacili kupę kasy (dowiedziałem się, że over 50k xD )
No to siedziałem, robiłem raporty na temat błędów i wszystko żeby to zadziałało, no i miałem kontrolować programistę, który nad tym czuwał. W międzyczasie jakieś aukcje na Allegro szły i ogólny back-up techniczny ekipy oraz sto zmian planów..
Koniec końców, programiście deadline minął, zatrudnili nową osobę, którą od razu mianowali Project Managerem, a on sam wczuł się w rolę dyrektora. I na wstępie zrobiliśmy audyt tej platformy i dostaliśmy 'zadanie' stawiać od nowa.
No i tu już się zajmowaliśmy całą ekipą, ja oprócz tego cisnąłem Allegro. I tu najlepsze - przygotowywałem raport na bazie TradeWatcha co i jak się sprzedaje, za ile, gdzie, itp.. no wszystko co najważniejsze, przewertowane po każdej kategorii co nas interesowała. Raport przesłany w środę wieczorem w chmurze google. Rano telefon od samego Prezesa, że nie może otworzyć linku i dlaczego w ogóle to nie jest w normalnym pliku. To mu delikatnie mówię, że zaraz mu dam dostęp do pliku, ale nie jestem aktualnie przy komputerze. I w pliku nie dlatego, bo Excel na kompie, który dostałem jako służbowy, Office nie miał licencji. No i w chmurze wygodniej. Dzwoni za jakieś 20 minut, że on nie chce żadnych chmur, no i że jestem niesamodzielny, bo Excela nie ogarnąłem xD ja beka, no i umówienie na spotkanie face to face. Wtedy już było oczywiste, że wezmę pieniądze i nara - gość straszna ściana, nic nie słucha i nie przyjmuje do wiadomości oraz na każdym kroku podkreśla, że jest prawnikiem i zwiedził cały świat i on wie co jest najlepsze

No i tak było, powiedzieliśmy sobie parę słów, wziąłem pieniądze i do wyjścia. Wtedy znowu usłyszałem, że jest prawnikiem i żeby nic nie kombinować. Uśmiechnąłem się i wyszedłem. Dla mnie koniec tematu.
Dalej już jest trochę konkretniej - zdążyłem wrócić do domu, rozgadać się z ekipą i umówić z 'dyrektorem' na przekazanie danych i kompa. A tu znowu telefon od szanownego Prezesa, w którym zrobił ze mnie zrobił złodzieja i zasugerował, że 'wyniosłem komputer z firmy bez ich zgody' - ciśnienie się podniosło i JESZCZE delikatnie pytam, czy on sobie żartuje, bo przecież sami mi dali laptopa bym miał na czym pracować xD powtórzył wtedy, że takie dostał informację o wyniesieniu, itp - i wtedy już mu mówie, że zachowują się śmiesznie i żałośnie wylatując mi z takim oskarżeniami, bo ja sprawę oddania laptopa już załatwiłem (i na pewno nie ukradłem) i dodałem, że to co czytałem o nich w internecie przed podjęciem pracy, to jednak sama prawda. Wtedy on do mnie wyleciał z tekstem, że 'lepiej siedź tam cicho' i podkreślił, że jest prawnikiem once again. Odpowiedziałem mu dość mocno, że nie życzę sobie by zwracał się do mnie w takim tonie, bo nie jestem jego uczniem czy tam synem, itp. I do widzenia, cześć.
Chłop 68 lat, druga moja rozmowa z nim to była tak naprawdę i wkur*ił mnie swoim zachowaniem strasznie. Nie chciałem im bruździć, ale teraz już mam ochotę coś namieszać.. Co radzicie? Odpuścić? Czy coś podziałać? Fakt faktem, kasę dał bez słowa, ale cała reszta to masakra. Żadnej umowy tak naprawdę nie miałem, byliśmy ugadani póki co 'na słowo'. Na umowie o pracę nikogo nie zatrudniają. Żadnych klauzul odnośnie poufności czy zakazu konkurencji nie mam. A wiem dużo.
Tutaj macie link do opinii:
https://www.gowork.pl/opinie_czytaj,506998
Sorry, że taki długi wpis, który pewnie wielu ominie, ale napisałem praktycznie kropka w kropkę jak było.