To się porobiło..
Jestem zarazem podniecony ale też hmm.. ''przybity''.
Dostałem długo oczekiwaną ofertę pracy w charakterze kierowcy kat. B (3,5t) w granicach kraju (tzw. krajówka).
Spedytor + firma dla której (być może) będę jeździł oferuje mi w miesiącu 12 tysięcy przejechanych kilometrów z czego płatne
0,24 za przejechany kilometr, nie jest źle zdarzają się oferty płatne po
0,15 za przejechany kilometr. Wychodzi na to, że jeśli faktycznie tyle będzie jeżdżone to mniej więcej zarabiać będę
2,700-800 złotych miesięcznie. Jeśli kilometrów będzie mniej no to myślę, że wypłata nie będzie raczej mniejsza niż 2 tysiące czyli w zasadzie jak na te czasy nie ma źle.
Podnieca mnie fakt, że czeka mnie długie jeżdżenie co nie ukrywam uwielbiam, przybija troszkę fakt, że tydzień nie będzie mnie w domu. Tzn. 5 dni w trasie weekend zawsze (mam nadzieję) wolny. W niedzielę wieczorem zazwyczaj już się jedzie w kierunku kolejnego załadunku rozpoczynającego tydzień pracy.
O swoją higienę się nie martwię, na prawdę wiele stacji oferuje już prysznice, toalety itp. za darmo kiedy się zatankuje u nich paliwo lub płatne max.
5 zł. gorzej będzie z internetem bo jeśli nawet jest to czasami słabo odbiera na zewnątrz a tydzień niemal bez jakiejkolwiek sieci może być na prawdę dobijający dla młodego człowieka..

Oczywiście za paliwo płaci szef (karta), kwestia płatnych dróg jest pewnie do ustalenia, wiadomo raz się opłaca kiedy trzeba szybko gdzieś dojechać (ekspres) a czasami nie i można poszukać darmowego rozwiązania. Samochód jaki otrzymam to plandeka osiem palet (jeden z najmniejszych) są jeszcze np. dziewięć palet, dziesięć a nawet dwanaście. Będzie to albo Fiat Ducato albo Renault Master z kabiną sypialną tzw. kurnikiem, mam nadzieję, że całkiem świeży a szczytem marzeń jest nowy z czym nie ukrywam kilka razy się spotkałem, wrakiem w Polskę to raczej strach jechać.. Osobiście wolałbym Fiata.. jest w środku przytulniejszy, zwinniejszy i czasami ma więcej mocy niż Master, a ten z kolei wygrywa miejscem w kabinie aczkolwiek to takie ważne nie jest bo jadę w trasę niespełna na 5 dni a nie 5 miesięcy.
Sądzę, że co tydzień kiedy wezmę
50-100 zł. starczy mi na jakieś przekąski czy ciepły obiad w trasie, oczywiście wcześniej zaopatrzę się w sklepie w jakieś suche jedzenie typu chleb itp. i oczywiście zgrzewkę wody/coli + 2 baniaki po 5l na umycie rąk czy coś kiedy jest się na tzw. zadupiu i dookoła żywej duszy brak. Przeraża mnie troszkę fakt obecnej pogody i pory roku - zima. Czasami może być ciężko z dojazdem czy bezpieczeństwem na drodze nie wspominając o otworzeniu zamarzniętej na kość plandeki.
Do tej pory pracowałem jako kurier w znanej firmie kurierskiej Siódemka, teraz pora na małą odskocznię, ciekawe co to będzie, mam nadzieję, że wszystko się dobrze ułoży ale obawa jest..
Boję się pierwszych chwil, kiedy usiądę już za kółkiem, włączę ulubioną stację radiową (Eska) to wszystko minie, tak samo miałem w kurierce.
Ale wiadomo zawsze i wszędzie w pierwszych momentach wszystko wydaje się czarne i nie do przejścia..
